| |
Mieszkania, domy, działki 07/01/2009 22:36:55 Mieszkania, domy, działki 07/01/2009 19:58:16 Mieszkania, domy, działki 07/01/2009 15:24:48
|
|
|
|
|
Skierniewice - Forum dyskusyjne
|
| Forum dyskusyjne | | | Regulamin forum | | | Jak wklejać filmy? | |
| |
| Author |
Messages |
|
Ekowena GOŚĆ
 |
| 21/01/2008 21:41:40 |
Quote
Reply
Alert
|
Prośba do dziewczyn, które w ciągu ostatniego pół roku, roku, rodziły w skierniewickim szpitalu.
Podzielcie się swoimi doświadczeniami.
Mój termin porodu zbliża się coraz większymi krokami, a rozważam również jakiś szpital w Warszawie lub Łodzi, bo to co znalazłam na na jakimś forum na temat skierniewickiej porodówki (wieści sprzed około roku, półtora) nie brzmiało zbyt optymistycznie.
Napiszcie proszę, chociaż w skrócie:
1. jak wygląda porodówka (ile i jakie sale do porodu, po porodzie),
2. czy nie ma problemów z porodem rodzinnym,
(czy jest możliwie intymna, zaciszna atmosfera)
3. czy możliwy jest poród w dowolnej pozycji,
4. jak wygląda tzw. "ochrona krocza" (czyli czy nie nacinają jeśli nie zachodzi taka konieczność)
5. jakie są położne i lekarze (pomocni, sympatyczni)
6. czy w związku z ostatnimi doniesieniami o zwiększeniu porodów i tłoku w szpitalach, nie było problemów z przyjęciem na oddział
7. ogólnie jaka jest atmosfera i jakie są Wasze wrażenia z porodu (czy rodziłybyście tam jeszcze raz)
Proszę podzielcie się swoimi wrażeniami i doświadczeniami. ja będę bardzo bardzo wdzięczna za każdą opinię. I myślę, że nie tylko dla mnie,
będą to ważne informacje.
Pozdrawiam wszystkie młode mamy i wszystkie ciążówki
|
|
|
|
|
Agataaa GOŚĆ
 |
| 23/01/2008 09:20:32 |
Quote
Reply
Alert
|
| podnoszę ten wątek.
czy naprawdę nie ma tu żadnej mamy (albo taty) która zechciałby się podzielic swoimi doświadczeniami?
czy też po prostu nie ma czego wspominac?
(bo było tak zwyczjnie, tak bezproblemowo, albo tak beznadziejnie, że chce się o tym jak najszybciej zapomnieć...)
proszę odezwijcie się w tym temacie |
|
|
|
|
kasia GOŚĆ
 |
| 23/01/2008 09:46:26 |
Quote
Reply
Alert
|
| Będzie krótko: jeśli macie wybór to zmykajcie rodzić do Łodzi lub Wawy. Tutaj......położna pyta czy jest sie przygotowanym do porodu mając na uwadze "wypłatę" dla niej, lekarze nie lepsi, jesli nie chodzisz prywatnie do ktoregos, ktory pracuje w szpitalu to jesteś bezpańska. Po porodzie opieka tragiczna, jesli liczysz, ze ci ktos wytlumaczy i nauczy karmic piersią to sie mylisz. Ja nie polecam. Dla pocieszenia - są małe pozytywne wyjątki, młoda polożna, jedyna z sercem na tym oddziale. |
|
|
|
|
anulka GOŚĆ
 |
| 23/01/2008 10:08:04 |
Quote
Reply
Alert
|
| Nie przesadziaj. Ja w Skierniewicach urodziłam dwoje dzieci i żadnego z tych porodów nie wspominam tragicznie. Nikt nie oczekiwał ode mnie forsy, do niczego nie zmuszał. Zanim rozpoczął się właściwy poród, mogłam robić, co chciałam (chodzić, leżeć, wziąć prysznic). Kiedy maluch przyszedł na świat, nikt mi go nie wyrywał, mogłam go przytulić i przystawić do piersi. Mąż mógł być przy mnie i dziecku cały czas. Karmić piersią mnie nauczono i toaletę przy dziecku położne również zrobiły bez kwękania. Inna sprawa, że niektóre rodzące i późniejsze młode mamy uważają, że poród to Bóg wie jaka choroba i oczekują skakania koło siebie na okrągło. Takie panie będą zadowolone, ale chyba z pobytu w prywatnej klinice - chociaż pewnie też nie będą do końca usatysfakcjonowane. Prawda jest taka, że pobyt w szpitalu po porodzie jest konieczny, aby lekarze przez tych kilkadziesiąt godzin mieli oko na dziecko i matkę, ale żeby też matka przygotowała się do późniejszych obowiązków. Jeśli we wszystkim będzie matkę wyręczała położna, to w domu, kiedy zostanie sama z dzieckiem, załamie się. Chyba, że będzie asysta mamusi i teściowej |
|
|
|
|
kasia GOŚĆ
 |
| 23/01/2008 10:24:07 |
Quote
Reply
Alert
|
To jest moja ocena i mam do niej prawo, opieka w szpitalu jest na bardzo przeciętnym poziomie a to i tak określenie na wyrost. Miałaś może okazje leżeć na patologii ciąży???? Tam dopiero dzieją sie cuda, pacjentki z zakazem chodzenia i z zagrożeniem ciąży biegają na usg do budynku obok szpitala, pokonując schody i nierownoście tereniu, nie mają nawet asysty personelu, nie wspominając o tym, że jak jest zima to sobie marzną w szlafloczkach i papuciach. Nie wspomnę już o tym, że panie w mojej sali "jechały" na swoich prywatnych lekach, bo szpital takich nie posiadał, ale na karcie choroby i owszem zapisał!!!! Widać miałaś szczęście, że nauczono Cie karmić piersią i że nie usłyszałaś "suka umie a pani nieee????". Kobiety po cesarskim cięciu mają po porodzie bardzo ciezko, bardzo.
Mam nadzieję, że temat się rozrośnie. Sporo opinii o skierniewickim szpitalu znajdziecie w necie, wystarczy wpisac w wyszukiwarkę. |
|
|
|
|
aga GOŚĆ
 |
| 23/01/2008 11:29:14 |
Quote
Reply
Alert
|
| zgadzam się z tobą Kasiu.na patologii nie lezałam ale byłam po cesarce.mam duże piesi więc miałam problem z karmieniem tylko pani Krysia przychodziła jak miała dyzur i pomagała mi ja ułozyc tak aby mała mogła zassać inne miały cie ..........Moja mała całe noce się darła i dopiero nad ranem zasypiała ale żadna nie przyszła i nie pomogła.Szkoda pisać o tym personelu. |
|
|
|
|
ewka GOŚĆ
 |
| 23/01/2008 12:12:18 |
Quote
Reply
Alert
|
ja rodzial w skierniewickim szpitalu......hmmmm porod byl tak szybki i polozna na nic nie czekala tylko odrazu na sale....oczywiscie nie bylo problemu z porodem rodzinnym...i nie moge powiedziec zlego slowa,ale co do atmosfery juz na odziale po porodzie masakra...nikt nie powiedzial jak karmic...a niby skad mialam to wiedziec przy pierwszym dziecku,zadnej pomocy pielegniarek poprostu olewka....drogie panie troche wiecej zyczliwosci dla mlodych mam i wiecej zrozumienia i bedzie dobrze |
|
|
|
|
Ekowena GOŚĆ
 |
| 24/01/2008 19:01:04 |
Quote
Reply
Alert
|
Dziewczyny dzięki za głosy w tym temacie.
Kasia, Anulka nie denerwujcie się. Myślę, że faktycznie sporo zależy od szczęścia i od tego na kogo akurat się trafi (pewnie jak w większości szpitali). Nie oczekuję, że porodówka będzie rajem, ale miło byłoby gdyby było chociaż odrobina przychylnej atmosfery.
Chodzę do lekarza do przychodni, ale nie pracuje on w skierniewickim szpitalu, nie znam tu też żadnej położnej, nie zamierzam też nikomu płacić, żeby się poczuć pewniej, bo nie chcę żyć w świecie, w którym się "daje w łapę", więc spodziewam się, że może być różnie z tym czuciem się "bezpańsko", jak to napisała Kasia (ale jestem też dobrej myśli, wiem, że i anioły z powołaniem chodzą po świecie .
Proszę napiszcie jeszcze jak wygląda tutaj sprawa możliwości porodu w pozycji wertykalnej (np.
klęcząc, kucając (czy też w ogóle nie nawet nie ma o tym mowy)) i co z ochronę krocza (czy starają się nie nacinać jeśli się da i jeśli nie zachodzi taka konieczność).
Ja wiem, że jak już przyjdzie co do czego, to wszystko jedno, czy Cię natną, czy każą rodzić na leżąco. I wiem, że potem szybko się o tym zapomina, ale wiem też, że istnieją szpitale, które również te "drobiazgi" biorą pod uwagę, bo wbrew pozorom to nie jest tak bardzo bez znaczenia .
Pozdrowienia Piszcie jeszcze, dzielcie się swoimi doświadczeniami. |
|
|
|
|
monaca GOŚĆ
 |
| 25/01/2008 20:29:32 |
Quote
Reply
Alert
|
Rodzilam 10 miesiecy temu -byl to moj pierwszy i ostatni porod w tym szpitalu.Dla mnie masakra!!!Rodzilam 10 godzin sama z zatruciem ciazowym.(wczesniej lezalam na ztrucie na oddziale),Zaczelo mnie rzucac na lozku - na co polozne stwierdzily ze to nerwy.Cud od Boga (co przyznal jeden z lekarzy)ze urodzilam zdrowe dziecko.Dwa dni po porodzie dostalam rzucawki(wstrzasnelo to calym szpitalem).Na oddizale sa dwie kobietki ktore sa mile i pomoga na reszte nie ma co liczyc.Po porodzie bylam 3 razy w okresie pologu na oddziale z krwawieniem - nie wyczyscili mnie po porodzie-zreszta do dnia dziejszego tego nie zrobili.Dodam iz chodzilam prywatnie do jenego z lekarzy ze szpitala nie uzyskalam zadnej pomocy. To tyle.Pozdrawiam |
|
|
|
|
Ekowena GOŚĆ
 |
| 26/01/2008 00:38:51 |
Quote
Reply
Alert
|
Monaca, dzięki za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Słów brak... Współczuję Ci tych przeżyć. Dobrze, że maleństwo zdrowe się urodziło (i mam nadzieję zdrowo Ci się chowa Pozdrowienia. |
|
|
|
|
takaja GOŚĆ
 |
| 29/01/2008 14:53:45 |
Quote
Reply
Alert
|
| POROD W SKIERNIEWICACH JEST DRAMATEM DLA 95% KOBIET - to nie jest zaden szpital przyjazny dziecku, czy tez matce! Caly szpital jest ogolnie malo przyjazny komukolwiek - wierzcie mi. Polecam szpital w Wa-wie na Żelaznej - to nie jest prawda, ze trzeba wyskakiwac tam z kasy! Owszem sa uslugi platne, ale jest to wybor pacjentki a kasa laduje w kasie szpitala a nie w prywatnej kieszeni. Trzeba natomiast chodzic w czasie ciazy do lekarza z tego szpital - prywatnie - wizyta kosztuje okolo 100zł. Ale jest pewnosc ze ktos o Ciebie dba a przede wszystkim zna sie na tym robi - u nas w Skierkach patologia, przykladow 1000 na koszmarna rutyne i niewiedze lakarzy! |
|
|
|
|
skierniewiczanka GOŚĆ
 |
| 29/01/2008 19:03:46 |
Quote
Reply
Alert
|
Nawet nie chce sie komentowac tego co napisałaś!!Pozdrawiam.
|
|
|
|
|
iwona gosc GOŚĆ
 |
| 18/02/2008 13:09:35 |
Quote
Reply
Alert
|
| czesc ja mam termin na poczatek maja ale ostatnio bylam na wizycie i moze to byc koniec kub polowa kwietnia,tak przesledzilam forum i sie troche przestraszylam tym bardzej ze to moja pierwsz ciaza i porod.Czy naprawde jest tak unas na porodowce jak piszecie bo ja jestem taka osoba ktoej szybko puszczaja nerwy jezeli ktos mnie lekcewazy,i potrawie powiedziec do sluchu tylko czy puzniej nie beda po mnie jezdzic lub olewac w szpitalu.Mam pytanie co terzeba wziac ze soba do szpitala? |
|
|
|
|
Ekowena GOŚĆ
 |
| 07/03/2008 20:34:12 |
Quote
Reply
Alert
|
Witajcie  Jeszcze raz dziękuję dziewczynom, które zechciały podzielic się swoimi doświadczeniami. Szkoda trochę, że mimo, że sporo osób zagląda na ten post, tak niewiele jednak chce się wypowiadać. Może wspomnienia są zbyt trudne, a może wręcz przeciwnie - bardzo pogodne i nie ma o czym gadać. Jeszcze raz prośba więc, do rodziców, którzy poród w skierniewickim szpitalu mają już za sobą - piszcie - ku pokrzepieniu, lub ostrzeżeniu. Ja jeszcze raz też prosiłabym o wypowiedź na temat konkretów - tzn. nacinania (czy wszystkie pierwiastki równo nacinają, czy też funkcjonuje tu pojęcie tzw. ochrony krocza?), co z możliwością rodzenia w pozycji pionowej (do samego końca). I jeszcze jedno - po jakim czasie odcinają pępowinę dzidziusiowi. (Uczęszczamy teraz do szkoły rodzenia i wiemy już, że dla dziecka, a i dla matki, dobrze jeśli ta pępowina jest odcięta po ok. 5 min (kiedy przestanie tętnić w niej krew), czasami nawet może później, ponieważ w tym czasie to co zgromadzone i cenne we krwi pępowinowej zostanie jeszcze dostarczone noworodkowi, poza tym pomaga to znacząco w odklejaniu się łożyska. No i ważne, że dzidziuś wtedy od razu po urodzeniu, na te kilka pierwszych minut, powinien wylądowac na piersiach mamy - wówczas szok związany z przyjściem na świat, jest znacząco złagodzony. A to zważenie, umycie, oceny powinny nastąpic po tych paru ważnych minutach. Czy tak to wygląda w skierniewickim szpitalu?????? Z nadzieją czekam na kolejne wypowiedzi. A przy okazji wszystkim kobietkom życzę wszystkiego najlepszego z okazji jutrzejszego babskiego 8 marcowego święta @----^----
|
|
|
|
|
mała GOŚĆ
 |
| 13/03/2008 20:26:30 |
Quote
Reply
Alert
|
Ja rodziłam co prawda dokładnie trzy lata temu , ale nie sądzę, żeby się wiele zmieniło.
Wcześniej
chodziliśmy do szkoły rodzenia. Zajęcia prowadziła położna więc mniej
więcej wiedziałam czego spodziewać się po tym szpitalu. Mimo, że
standard szpitala i podejście prezentowane przez przemiłą skądinąd
panią Elę (przełożoną porodówki) odbiegały od moich oczekiwań i opisów
porodówek np warszawskich, gdzie rodziły moje koleżanki zdecydowałam
się na Skierniewice i nie żałuję. Następnym razem też mam taki zamiar.
Luksusów
tu nie ma. Żadnych sal do porodów rodzinnych - trzy boksy oddzielone
ściankami. Miałam to szczęście, że tego dnia w Skierniewicach na świat
zdecydowała się przyjść moja córcia. Więc cała porodówka była dla nas.
Dodatkowo trafiliśmy na dyżur pani Eli, którą znaliśmy. Wcześniej
zastanawialiśmy się czy nie umówić się z położną i nie zapłacić, żeby
przyjechała na poród. W końcu po wysłuchaniu opinii, że wszystkie
położne są naprawdę fajne, zrezygnowaliśmy.
Nie wiem, może gdyby
za ścianką byłą inna rodząca inaczej bym to odczuwała. A tak
przyjechaliśmy jak już poród się rozkręcał - szkoła rodzenia dala tyle,
że choć to był mój pierwszy poród nie spanikowałam kiedy odeszły mi
wody. Wzięłam w domu prysznic, powoli się zebrałam, jeszcze
zadzwoniliśmy na porodówkę, opisując sytuację i upewniając się, ze nie
muszę się śpieszyć. Myślałam, ze pójdzie szybko, ale od przyjazdu do
szpitala do urodzenia córci minęło i tak prawie 6 godz.
Wcześniej
byłam kilka dni na patologii. Przez moją nadgorliwą panią doktor, która
uważała, że mam początki zatrucia ciążowego, a ponieważ pod koniec 8
miesiąca wciąż pracowałam w końcu na kilka dni wpakowała mnie do
szpitala. Pożytku z tego tyle, że zobaczyłam wtedy jak jest w szpitalu no i lekarzy poznałam.
Pobyt
na patologii był mało przyjemnym przeżyciem - 9 osób na sali w tym 6 po
terminie. Zdrowe kobiety wpakowane do łóżek - porażka.
Pierwszy
raz wtedy zetknęłam się z "skierniewickim naciskiem na poród siłami
natury", którego to legenda znana była nawet warszawskim lekarzom.
Wróciłam do domu z postanowieniem, że po terminie nie dam się zapakować
do szpitala - po tygodniu 4 dni przed terminem byłam na porodówce.
Poród
miałam bez komplikacji więc może dlatego nie mam powodu by straszyć
skierniewickim szpitalem. Ponieważ położna wiedziała, że jesteśmy
przygotowani, nie musiała cały czas być z nami. Jak o tym opowiadam to
niektórzy twierdzą, że po prostu czuliby się olani. Ja miałam przy
sobie męża, a pani Ela przychodziła tylko co jakiś czas posłuchać
serduszka Małej.
Mogłam
chodzić, skakać na piłce itd. Ostatnią część II fazy - czyli ostre
skurcze spędziłam pod prysznicem. I najchętniej bym tam urodziła.
Niestety nie ma takiej opcji. Choć jeszcze w szkole rodzenia p. Ela
mówiła, że będę mogła urodzić w dowolnej pozycji to na koniec i tak
musiałam położyć się na łóżku. Nie miałam siły wtedy upierać się, nawet
nie wiem czy w ogóle zastanawiałam się jak będzie mi wygodniej.
Już po fakcie przypomniałam sobie, że jednak miało być inaczej
Również
już po porodzie byłam niezadowolona, ze nie informowano ani mnie ani
mojego męża co się mi aplikuje. Zaznaczyłam przy zapisie, że nie życzę
sobie dolorganu, ale sie wiem czy czasem nie zostałam uszczęśliwiona na
siłę.
Co do nacinania krocza - nie ma co się łudzić - tu tną
wszystkich po kolei - trzeba czy nie trzeba. Podobno można przy zapisie
podpisać oświadczenie, że się nie wyraża zgody. Bardzo mnie wkurzało to
podejście jeszcze w szkole rodzenia, gdzie wbijano nam do głowy, że
jest to zabieg niezbędny i bez tego się nie da.
Z perspektywy
czasu - nie warto się tym przejmować. W trakcie porodu gotowa sama
byłam prosić, żeby w końcu mi pomogła i cieszyłam się, że niczego nie
podpisałam. Nawet nie wiem kiedy to nastąpiło.
Tu dodam, że nie
miałam potem żadnych problemów z blizną. Wszystko się ładnie goiło. Nie
miałam też łyżeczkowania. Tak więc było najprościej jak się da może
dlatego nie mam powodów do narzekań. Jakby coś było nie tak inaczej bym
pewnie pisała.
Aha - lekarz przyszedł dopiero na szycie. Zerknął
na łożysko, zszył i poszedł. I tyle go widziałam. Tu muszę nadmienić,
ze rodziłam w sobotę. Może stąd ten spokój na porodówce, żadnych
wywoływań porodów i kilku lekarzy na porodówce - tylko jeden by wtedy
na dyżurze. No ale tego niestety nie da się sobie zaplanować.
Co
do pępowiny to o ile pamiętam nie była odcinana od razu - muszę męża
zapytać bo on tego dokonał osobiście. Córunię położyli mi na brzuchu.
Dopiero potem zabrali ją do mierzenia i ważenia. No i nikt jej nie był
- bo i po co? Jak chodzicie do szkoły rodzenia to pewnie wiesz, jak
ważna jest ta maź płodowa.
Potem jeszcze przez dwie godziny
leżałam na porodówce, nawet obiad mi przynieśli - oj byłam głodna jak
wilk. Położna pomogła mi przystawić małą do piersi.
Po dwóch
godzinach niestety bajka się skończyła. Zostałam przewieziona na wózku
(nie wiem po jaką ch... skoro sama mogłam chodzić - no ale niech im tam
będzie) na oddział noworodków. Nie pozwoliły samej mi przejść na łóżko
tylko mnie same przerzuciły. Jak chciałam iść się umyć to mnie
skrzyczały, ze mam leżeć. (i Tak w końcu poszłam). Byłam sama w sali,
bałam się sama zostawić Małą a one mi mówią, że nic jej się nie stanie.
Kto rodził ten wie, że nie tak łatwo poruszać się po porodzie z mega
"podpaską" między nogami (sorry za dosadność), a łazienka była na
drugim końcu korytarza. Do tego wszystko było w okresie epidemii
grypy więc nie było odwiedzin. Początkowo Michalski nie pozwalał
podobno nawet na porody rodzinne. Mąż wpadał ukradkiem na 15 min, więc
to była jedyna szansa na kąpiel.
Fajnie było mieć małą przy
sobie, ale miało wygodne, wysokie łóżko plus ogólna obolałość
sprawiały, że wściekałam się, że nie mogę jej choć na chwilę odłożyć do
łóżeczka, które na sali było, ale bez pościeli - same metalowe kraty.
Pielęgniarka
"kąpała" co rano dzieci pod kranem i ubierała je - wskazane było mieć
swoje ubranka, ale jak ktoś nie miał to były też szpitalne. Ja miałam
body i pajace i to się paniom nie podobało, bo one chciały śpiochy i
kaftaniki. Do tego komentowały, że powinny być białe. A nie były.
No
i nie bardzo udawało mi się karmienie, ale nikt mi nie pomógł, nie
pokazał choć prosiłam. Niby w szkole rodzenia uczyli ale co innego
lalka co innego dziecko. "Sie przystawia i sie karmi" usłyszałam. Mała
płakała całą noc, a ja z nią. W końcu któraś przyleciała z mordą, że
jest noc. Przyniosła butelkę i chciała dokarmiać, na mój sprzeciw
zabrała się i wyszła. Następnym razem wpadła druga znów wetknęła butlę.
Przepłakałyśmy całą noc. Na szczęście rano przyszła moja pani doktor,
bo akurat miała dyżur i pokazała jak się przystawia. Od tej pory poszło
dobrze.
Ja naprawdę dużo nie wymagałam, byłam "na chodzie", sama
zmieniałam pieluchy itd, ale i tak marzyłam, żeby jak najszybciej
stamtąd wyjść.
Ależ się rozpisałam. Ale wczoraj minęło dokładnie 3 lata i na wspomnienia mi się zebrało  |
|
|
|
|
AgA GOŚĆ
 |
| 13/03/2008 20:48:14 |
Quote
Reply
Alert
|
| Moja kuzynka rodziła ale......w Niemczech i to co tam zobaczyła to bajka z tym jak rodziła swoje pierwsze dziecko w Polsce.Sale kolorowe,nic nie musisz miec swojego bo tam wszystko jest to znaczy pileuchy, kremy przeróżne zasypki. Regały z ciuszkami dla dzieci posegregowane według rozmiarów i kolorowe, łóżeczka z baldachimem.Jak dziecko płacze a matka chce sie wyspac w nocy to pielęgniarki bardzo uprzejme i pomocne zabierały maluszka do osobnego pokoju i tam sie dzieckiem zajmowały.Jak wychodziła ze szpitala to z torbami bo taką dostała wyprawke:papmpersy kremy,smoczki,pudry husteczki,butelki,kaszki herbatki i grzechotki.Dodam, że to nie był szpital w bardzo duzym mieście tylko w miasteczku i razem z kuzynką było na oddziale 15 pań a na oddziale 10 pielęgniarek. Jedzenia tez nie trzeba swojego przynosić zeby sie najeść tylko panie dostają karty z posiłkami i wybierają sobie to na co mają ochote. Tylko pozazdrościć. |
|
|
|
|
ona36 GOŚĆ
 |
| 14/03/2008 19:28:48 |
Quote
Reply
Alert
|
| Porodówka to jedna duża sala podzielona murkami. Słyszy sie wszystko dookoła a czasem widzi. Ja leżałam w bólach i czekałam na cięcie cesarskie, a jak przywieźli koleją delikwentke do porodu to musiałam czekać na korytarzu przed sala operacyjną. Poogladałam sobie to i tamto. Poród rodzinny to koszmar. Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój mąż stoi przy mnie a obok stęka druga kobieta i rodzi. Zero intymności. Nie ma sali poporodowej, dziewczyny leżały najkiś korytarzykach koło porodówki. Oczywiście to samo na oddziale położniczym. Wchodzą i wychodzą wszyscy kiedy i jak chcą, dzwi MUSZĄ byc otwarte i MUSI być włączone światło (cała noc). Wkurzało mnie, kiedy mąż dziewczyny leżącej ze mna wpadał do niej kilka razy dziennie i przesiadywał gadając o wszystkich pierdołach świata. Nie można było przespać sie, czy swobodnie wygramoliś spod kołdry nie wystawiając przy tym zakrwawionego tyłka na wierzch. Wolałam czasy, w których wizyty były ograniczone do pewnych godzin. Kobiety mogły sobie odpoczywać, nikt się nie kręcił bez sensu i szpital był szpitalem a nie miejscem a’la kawiarnia. Przecież można 3 dni wytrzymać bez plotowania o wszystkim i o niczym. W takiej chwili najważniejsze są matka i dziecko a tu nagle babcie, ciocie i dawno nie widziane koleżanki oblegają łóżko takiej biduli a ona nie wie jak iśc do kibla za potrzebą. Może w innych szpitalach to wyglada inaczej. W naszym wcale nie podoba mi się, że wszyscy się szwendają. To jakiś straszny koszmar. |
|
|
|
|
iwona GOŚĆ
 |
| 15/03/2008 11:28:39 |
Quote
Reply
Alert
|
| mam pytanko czy moze ktoras z was mi powiedziec co naprawde trzeba wziac ze soba do szpitala?czy toprawda ze sa problemy z majtkami poporodowymi jezeli ma sie je na sobie po porodzie?bo o porod sie nie pytam i tak musze urodzic a pozatym poco mam czytac i sie denerwowac i zle sie nastawiac moze tak zle nie bedze. |
|
|
|
|
mała GOŚĆ
 |
| 16/03/2008 10:34:46 |
Quote
Reply
Alert
|
Zgadzam się z ona36. Nie mogę zrozumieć dlaczego odwiedziny można przyłazić całymi stadami przez cały dzeń. Ja przez całą ciążę ogłaszałam wszystkim, że nie życzę sobie odwiedzin. Miałam to szczęście, że szpital w czasie kiedy rodziłam był zamknięty dla odwiedzających z powodu grypy. Oddział noworodkowy powinien być zamknęty, a odwiedziny jeśli już to nie w sali i nie przez cały dzien. |
|
|
|
|
ewa GOŚĆ
 |
| 17/03/2008 18:59:03 |
Quote
Reply
Alert
|
co do majtek. hmmmm ja je mialam ,ale wiem ze sa lekarze nieprzychylni temu.......ale facet nie rodzil i nie chodzil w obciachowej bieliznie(koszuli) bez majtek i mial na dodatek trzymac szpitalna wkladke......super sprawa.wiec ja radzialm sobie tak na noc w majtkach do obchodu je zciagalam a potem znowu zakladalam...i nikt nic nie wiedzial |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Quick Reply |
 |
|
|
|
|
| |
|
|
|
|