Żyjemy w małym mieście, w którym zbyt wiele osób dla podkreślenia swojej pozycji jest gotowa powiedzieć zbyt wiele. Tajemnicą poliszynela stała się sprawa, że nasz włodarz dogaduje się z z pewnym klubem w radzie miasta - w sprawie utworzenia większości, a ceną za to porozumienie ma być wymiana 5 osób na stanowiskach w urzędzie miasta i spółkach miejskich. Co o tym myślicie drodzy Forumowicze? Powinien się ugiąć czy też nie? Ja osobiście zawsze myślałem, że zależne od decyzji „koalicyjnych” powinny być tylko stanowiska tkz. Polityczne – związane bardziej lub mniej z wyborami samorządowymi – przewodniczący rady, zastępcy prezydenta, przewodniczący komisji rady miasta, ale już na pewno nie te etaty, które wymagają dla ich objęcia odpowiedniej wiedzy i kwalifikacji. Może to złudne myślenie – może jestem niepoprawnym marzycielem, ale czy nie powinniśmy wreszcie skończyć z myśleniem - „posadźmy GO – chłopak szybko się uczy”???